19.04.2014

II. Rozdział 43 - Żmija

„…The devil's knocking at your door
Caught in the eye of a dead man's lie
Show you life with your head held high…”
[The Pretty Reckles – Heaven Knows]

Pierwszy tydzień odpoczynku po miesięcznej wędrówce był dla Harry’ego dość miły. Zajmował się głównie swoją rodziną, której mógł poświęcić sporo czasu. Niestety, wraz z nadejściem  drugiego tygodnia auror zaczął odczuwać niepokój. Do tej pory nie zauważył u siebie żadnych oznak magii. Z tego, co wiedział od reszty dywizjonu, nikt z nich również ich nie miał. Poza używaniem wężomowy i animagii nie mógł robić nic magicznego. Teleportować się mógł tylko z kimś, dlatego jeśli mógł, używał Sieci Fiuu, choć nie przepadał za tą formą przenoszenia się. W wielu czynnościach Silver musiała go wyręczać, co niezbyt mu pasowało, jednak nie miał innej możliwości. Różdżka stała się dla niego bezużyteczna.
Po miesiącu kompletnej bezczynności ponownie zostali wezwani do szefa Biura Aurorów.
— Nie ma żadnych zmian? — zapytał mężczyzna.
— Nie ma.
— Wygląda na to, że naprawdę utraciliście magię na zawsze — powiedział John towarzyszący Knife’owi.
Nic na to nie odpowiedzieli.
— Biorąc pod uwagę okoliczności, muszę was zwolnić z tego względu, że nie możecie dalej wykonywać tego zawodu — powiedział szef. — Przykro mi z tego powodu i bardzo żałuję.
— Nam też jest przykro — odpowiedział niemrawo Stan.
— Przez kolejne trzy miesiące będziecie otrzymywać podstawową wypłatę. Mam nadzieję, że poradzicie sobie bez magii.
Dostali wypowiedzenie. Z Ministerstwa Magii wyszli z kompletnej ciszy.
— Idziemy się naje*ać? — mruknął Isaac.
— Idziemy — odparł Alano za wszystkich.
Wylądowali w mugolskim barze, gdzie wszyscy postanowili zatopić smutki w alkoholu.
— Trzy lata harówki na szkoleniu, cztery lata na służbie. Całe siedem lat… — wymamrotał Mickey, sięgając po raz kolejny do swojego kieliszka.
Stało się coś, czego nikt nigdy nie widział i nikt się tego nie spodziewał. Madison wybuchnęła płaczem. Wszyscy natychmiast się do niej rzucili, żeby ją pocieszyć i przytulić.
— Tyle lat o tym marzyłam… Tyle lat się starałam — wychlipała w ramię Alano, który do tulenia jej był najbardziej chętny. — Przez jakiegoś idiotę wszystko straciłam. Głupi…
W następnej chwili poleciały takie epitety, że było to z jej strony normalniejsze zachowanie.
— Co teraz? — wymamrotał Jasper.
— Dobre pytanie.
Jazda Błędnym Rycerzem do domu okazała się drogą przez mękę. Wszyscy byli kompletnie pijani, a Stan Shunpike musiał podstawić Navidowi miskę, zanim zwymiotował na posadzkę. Alano śpiewał hiszpańskie piosenki na cały autobus.
— Jestem mugolem, czaisz? — mówił Stan do jakiegoś młodego chłopaka, który cierpliwie słuchał jego bełkotu. — Magiczny mugol, czaisz? — Roześmiał się histerycznie. — Nie jedź do Afryki. Dobrze ci radzę.
— Matka mnie wyje*ie za drzwi, jak zobaczy mnie w takim stanie — wydukał Isaac, więc gdy Błędny Rycerz zatrzymał się w Dempsey, wysiadł razem z Furią, który zaproponował mu nocleg w zamian za zaprowadzenie go do domu.
Nie mogli nazwać tego zaprowadzeniem, bo ledwo trzymali się na nogach. Wzajemnie przytrzymywali się w pionie, a gdy stanęli przed drzwiami, Isaac oparł się dłońmi o ścianę powstrzymując wymioty, a Furia oparł się czołem o dzwonek do drzwi.
— Kto to taki niecier… — Rozległ się głos Łapy, który otworzył drzwi i zamarł.
— Kto to?! — Usłyszeli głos Silver.
— Twój mąż — odparł zaskoczony, przytrzymując Harry’ego, który zachwiał się niebezpiecznie.
Evelyn stanęła w drzwiach, gdy brunet wtoczył się do środka przytrzymywany przez Łapę. Isaac upadł na kolana, kiedy ją zobaczył.
— Silver, szy mógłbym tu szenosowaś? Inaszej będę musiał spaś na dwosze w śniegu — wydukał.
Furia, próbując przytrzymać się komody, zrzucił na ziemię wazon z kwiatami.
— Ups… To nie ja.
Isaac parsknął śmiechem, a Silver pociągnęła go za kurtkę do środka i zamknęła drzwi.
— Jak wy się tutaj dostaliście w takim stanie? — zdumiała się Evelyn.
— Błędnym, walecznym panem w zbroi — wydusił Harry.
— Navid aż się zszygał — zarechotał Isaac szczerze.
— Remus, możesz nam pomóc?! — zawołał Łapa.
Wilkołak wszedł na korytarz. Już na pierwszy rzut oka zrozumiał sytuację i podtrzymał Harry’ego, zanim ten się przewrócił.
— Wylali nas, rozumisie? Wylali na sbite pyski  — stęknął Isaac, gdy Syriusz zaczął pomagać mu się podnieść.
— O Merlinie — mruknęła Silver, rozumiejąc powód ich upicia.
— Wykopali cały dywizjon, bo… jak to było? — Harry zwrócił się do Isaaca.
Nie moszecie dalej wykonywać tego sawodu — zacytował. — Te słowa jeszcze będą nam się śniły po nosach, stary. Będziemy po mugolsku kopaś rowy! Biedna Madison. W życiu się przy nas nie rozkleiła, a dzisiaj płakała jak dziesko.
Nie wiadomo kiedy, Remus i Syriusz zaprowadzili ich do jadalni i posadzili na krzesłach, wśród bełkotu Isaaca. Blondyn jednak długo nie posiedział. Zerwał się do pionu i pognał do łazienki, odprowadzony śmiechem pijanego Furii.
— Tak po prostu was wylali? — zapytał Syriusz.
— A co mieli z nami zrobić? Sami siebie nie jesteśmy w stanie obronić magią, a co dopiero uganiać się za innymi — mruknął, kładąc głowę na blacie stołu i otaczając ją ramionami. — Mamy trzymiesięczne wypowiedzenie, a później będziemy kopać rowy. Trzy lata harówki, cztery lata nadstawiania karku i co?
Silver i Syriusz wymienili spojrzenia ponad nim. Dobrze wiedzieli, jak Harry’emu zależało na tej pracy. Evelyn westchnęła.
— Chodź się trochę przespać — powiedziała do męża, który niebezpiecznie zsuwał się z blatu stołu. — No chodź — powtórzyła, gdy się zapierał.
Po chwili dał się namówić i poszedł za dziewczyną do sypialni, w trakcie gdy Remus i Syriusz zajęli się Isaacem. Furia runął na łóżko, a Evelyn zaczęła ściągać z niego kurtkę i buty.
— Kochanie — mruknął do niej — przepraszam.
— Śpij.
— Co teraz?
— Nie wiem. Jutro coś wymyślimy — odpowiedziała, wyciągając mu rękę z rękawa. — Teraz śpij, bo nie nadajesz się do niczego.
— I tak chyba zostanie.
— Przestań bredzić. Poradzimy sobie.
— Nie zostawisz mnie?
— Nie zostawię. Śpij.
Przykryła go kołdrą.
— Kocham cię — wymamrotał jeszcze, zanim zasnął.
Uśmiechnęła się słabo i poszła do salonu, by zająć się bredzącym Isaacem.

Poranne mdłości wybudziły Harry’ego ze snu. Leżał przez chwilę z zamkniętymi oczami, mając nadzieję, że nudności miną, ale w następnej chwili biegł do łazienki, by zawisnąć nad toaletą. Zanim wyszedł, minęło kilka ciężkich minut. Kiedy wszedł do jadalni, Isaac mówił do Silver, że nie będzie im zawracał głowy swoją obecnością, a dziewczyna upierała się, żeby został na śniadaniu.
— Pewnie wczoraj narobiłem dużo problemów — powtarzał. — Poza tym nic nie przełknę. Furia chyba też nie — dodał, gdy zobaczył Harry’ego, który z niemrawą miną wyszedł z łazienki.
Chłopak spytał tylko, czy może skorzystać z Sieci Fiuu i po chwili małżeństwo zostało same. Harry nie tknął jedzenia, chociaż zażył Eliksir Antykacowy. Silver poszła nakarmić Gabriela. Furia po chwili stanął w progu pokoju dziecka, obserwując ich. Coś ścisnęło go w żołądku, gdy pomyślał o tym, że nie ma jak utrzymać swojej rodziny. Tak bardzo się starał, chciał zapewnić swojemu dziecku godziwe warunki. Czuł, że ich zawiódł. Silver poklepała miejsce obok siebie, więc usiadł obok nich.
— Mamy trzy miesiące. W tym czasie znajdziesz jakąś dobrą mugolską pracę — zaczęła.
— Dobrą? Nie mam żadnego mugolskiego wykształcenia ani doświadczenia — mruknął. — Spartaczyłem sprawę. Mieliśmy żyć w dobrych warunkach bez problemów finansowych.
— Harry, to nie twoja wina, że straciłeś magię — westchnęła. — Na razie mamy trzy miesiące, w trakcie których będziesz jeszcze dostawał wynagrodzenie.
— Nie będzie tak dobre, jak zwykle. Aurorzy zarabiają więcej, gdy wykonują misje — odparł cicho. — Bez tego wystarczy nam tylko na podstawy.
— A pieniądze po twoich rodzicach?
— Większość poszła na remont tego domu. Musimy myśleć przyszłościowo.
Zapadła chwila ciszy. Nakarmiony Gabriel wylądował ponownie w łóżeczku.
— Wrócę do pracy — oznajmiła.
— Nie chcę być na twoim utrzymaniu…
— Schowaj dumę w kieszeń, okay? Sam powiedziałeś, że wystarczy nam tylko na podstawy, a mamy dziecko, na które też trzeba wydać sporo pieniędzy. Może nie zarabiam tak dużo jak ty, ale to i tak nas podciągnie finansowo — odpowiedziała logicznie. — Pomyśl o Gabrielu. Jeśli coś znajdziesz, wynajmiemy opiekunkę. Zrobisz jakiś mugolski kurs albo znajdziesz coś czarodziejskiego, gdzie nie jest wymagana magia.
Chociaż chciał protestować, to wiedział, że Silver miała całkowitą rację. Nie mógł unosić się honorem, gdy chodziło o dobro jego dziecka. Przełknął słowa protestu. Decyzja została podjęta. Zostałem kurą domową. Oficer Potter gotowy do robienia obiadów.

Dwa dni później obserwował z niemrawą miną, jak Silver szykuje się do pracy. Teraz to on przyszykował śniadanie i stwierdził przy okazji, że kuchnia nie jest zbyt przystosowana do mugoli, ale nie zawracał jej tym głowy. Schody zaczęły się, kiedy przyszło do gotowania obiadu. Z irytacją doszedł do wniosku, że musi ręcznie obrać ziemniaki, zrobić surówkę i usmażyć kotlety schabowe. Nie dość, że nie mógł znaleźć patelni, mąki i bułki tartej, to jeszcze w środku smażenia Gabriel zaczął płakać, w efekcie czego zapomniał o kotletach, które się przypaliły. Przeklinał głośno przez kilka minut, a kolejne kotlety obserwował bez odrywania od nich oczu. W międzyczasie ogarnął trochę mieszkanie i pięć minut przed powrotem Silver, leżał na kanapie styrany jak wół.
— Magio, wracaj — szepnął do siebie, słysząc melodyjkę oznajmiającą, że pralka skończyła prać.
Poszedł do Gabriela, kiedy po raz kolejny zaczął płakać. Gdy Evelyn wróciła, zajmował go zabawą i uczył samodzielnie siedzieć. Gabriel śmiał się do niego głośno, wyciągając w jego stronę rączki. Kiedy dziewczyna weszła do pokoju, dziecko przeniosło na nią wzrok. Evelyn podeszła do nich i mocno wycałowała syna, co spotkało się z jeszcze radośniejszym śmiechem.
— Jak w pracy? — zapytał Furia, wstając z ziemi.
— W porządku. Na razie dopiero wpadam w rytm.
— Chodź na obiad.
Gdy nakładał posiłek na talerze, obserwowała go z rozbawieniem.
— Teraz powinnam objąć cię od tyłu, posadzić cię na szafce i się z tobą kochać — rzekła.
Furia parsknął śmiechem.
— Chcesz mnie naśladować? — zapytał, stawiając przed nią talerz.
— Taka odmiana o sto osiemdziesiąt stopni. — Wzruszyła ramionami i zabrała się za jedzenie. — Mmm… Chyba na stałe zamienimy się rolami.
— Nie licz na to.
Zachichotała w odpowiedzi. Po obiedzie Furia znalazł czas na przejrzenie ofert pracy w Proroku Codziennym. Niestety, nie znalazł nic, co odpowiadałoby jego wymaganiom, a mianowicie braku magii. Silver podała mu mugolskie gazety, o której kupno prosił ją przed wyjściem do pracy.
— Może cukiernik? Robiłbyś mi pyszne ciasta — wyszczerzyła się.
— Biszkoptu ci nie upiekę, a co dopiero reszta — odparł. — Kierowca… Może zrobiłbym lewe dokumenty?
— Tygodniami nie będzie cię w domu, gdy wyjedziesz w trasę. A zobacz to… Asystent specjalisty do spraw marketingu.
Harry spojrzał na nią z ukosa.
— Gdybym chociaż trochę się na tym znał… Stolarz.
— Daj spokój.
— Mechanik odpada. Elektryk… Jeszcze mi życie miłe. Tłumacz. Powiem o tym Hiszpanowi. Co powiesz na kosmetyczkę? — W odpowiedzi parsknęła śmiechem. — Mam! Katecheta!
— Kotek, gdybyś ty chociaż był wierzący.
Odłożył gazetę.
— Zostanę politykiem. Każdy może kłamać.
— Głupek — zachichotała. — Pomyśl, w czym najlepiej byś się czuł. Pod tym kątek zmyślimy twoje CV.
— Jesteś nieuczciwą zołzą, Silver.
— To nie nasza wina, że nie mamy mugolskiego wykształcenia. — Wzruszyła ramionami. — Nikt by nie pomyślał, że będzie nam kiedyś potrzebne. Może coś z dekoracji wnętrz? Masz do tego smykałkę. Każdy jest pod wrażeniem, gdy wchodzi do tego domu.
— Do tego chyba też jest potrzebna wiedza, a nie tylko smykałka.
— Kupimy jakieś książki o dekoracji wnętrz.
Harry spojrzał na nią z powątpieniem i sięgnął po kolejną gazetę.
Przez kilka kolejnych dni roznosił swoje CV do różnych mugolskich firm o różnorodnych preferencjach. Nie było niestety żadnego odzewu. Hiszpan skorzystał z oferty pracy, którą podsunął mu Harry i dostał pracę jako tłumacz hiszpańskiego. Madison została recepcjonistką w hotelu, Isaac barmanem w swojej ulubionej knajpce, a Mickey jeździł wózkiem widłowym w firmie produkcyjnej. Porozumiewali się przez komórki, które każdy z nich zakupił, gdyż w mugolskim świecie było to dość ważne.
Po świętach Bożego Narodzenia Harry spotkał się z bezrobotnym Jasonem oraz Isaacem, który miał na drugą zmianę, gdy zadzwoniła komórka, wyświetlając obcy numer.
— Oho, może jakaś rozmowa kwalifikacyjna — stwierdził blondyn.
Okazało się, że Furia został zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną do firmy projektującej wnętrza.
— Co masz taką minę? — zapytał Jason.
— Bo nie wysyłałem tam CV — odparł z głupią miną. Po chwili go olśniło. — Silver. Zabiję ją.
Chłopaki zarechotali. Evelyn była dumna z siebie, gdy po powrocie do domu powiedział jej i telefonie. Okazało się, że wysłała firmie fotografie ich mieszkania jako załącznik do CV.
— Widocznie im się spodobało — wyszczerzyła się.
Kolejnego dnia zostawił Gabriela pod opieką Rebecci i w eleganckim ubraniu pojawił się w Londynie w firmie, do której go zaproszono. Sekretarka wpuściła go do biura dyrektora po chwili oczekiwania. Na wstępie dostrzegł, że dyrektor jest płci żeńskiej. I to bardzo ładnej płci żeńskiej. Kobieta ta mogła mieć nie więcej niż trzydzieści pięć lat. Mocno pomalowane na czerwono usta kontrastowały z czarnymi jak smoła włosami i bladą cerą pokrytą pudrem. Elegancka sukienka w kolorze krwi i węgla idealnie podkreślała jej talię osy, a wysokie szpilki wydłużały nogi. Nagle poczuł chęć koniecznego niezbłaźnienia się i zaczął się denerwować. Kobieta zmierzyła go wzrokiem i podniosła z uśmiechem z krzesła. Wyciągnęła w jego stronę zgrabną dłoń.
— Eliza Hoffmann. Miło mi.
Uścisnął lekko jej dłoń, również się przedstawiając. Rozmowa kwalifikacyjna wyglądała inaczej niż sobie wyobrażał. Pytań o jego kwalifikacje padło bardzo mało, o doświadczenie nawet nie spytała, za to zainteresowała się jego stanem cywilnym.
— Tak młody i już żonaty? Kto by pomyślał — uśmiechnęła się do niego, a on poczuł się jakby siedział przed wampirem, który chce zaatakować i ledwo się powstrzymuje.
Przełożyła nogę na nogę, odsłaniając nagie kolano. Starał się cały czas patrzeć na jej twarz, ale momentami wzrok mimowolnie kierował się na odsłonięte kolano lub dość duży dekolt. Zbeształ się za to w myśli, ale usprawiedliwił się tym, że jest facetem. Pracę dostał, choć miał podejrzenia, że nie ze względu na zmyślone kwalifikacje. Miał dołączyć do jednego z zespołów pracujących nad projektem już kolejnego dnia. Silver bardzo się ucieszyła, gdy zadzwonił do niej z tą wiadomością. Furia niestety nie był zbyt entuzjastycznie do tego nastawiony, ale powtarzał sobie, że gdyby pilnie nie poszukiwał pracy, to raczej nie przyjąłby tej oferty.

Pierwszego dnia szedł do pracy trochę niepewnie, choć starała się tego nie okazywać. Dopiero zapoznawał się ze wszystkim, a jego zespół mu tego nie ułatwiał. Było to całkowite przeciwieństwo dywizjonu siódmego i już po pierwszym dniu za nimi zatęsknił. Nie został przywitany zbyt miło i niemal od razu dali mu do roboty wkładanie papierów do segregatora.
— Każdy tak zaczyna — pocieszył go jakiś chłopak może pięć lat starszy od niego, gdy w trakcie przerwy wyszedł na papierosa. — Nowych traktują jak kogoś innej kategorii. Przerabiałem to cztery miesiące temu i szczerze ci współczuję.
— Rozumiem. Czyli nie podskakuj, bo cię zjemy? — odparł.
— Dokładnie — zaśmiał się i wyciągnął rękę. — Wilson.
Furia uścisnął jego dłoń.
— Harry. Teraz nie widać, żebyś był jakimś pomiotem.
— Tak szczerze? Uratowałeś mnie od tego. Przeszło na ciebie.
— Pocieszające.
— Przyjmą nowego to on uratuje ciebie, a dodam, że co chwilę zmieniają pracowników. — Wzruszył ramionami. — Ja uratowałem Emmę i jest teraz najgorszą zołzą, bo została szefową.
Okazało się, że Wilson miał rację co do traktowania nowych pracowników. Harry nie czuł się jeszcze pewnie, więc gryzł się w język i robił, co mu kazali. To, co robił, nie miało właściwie nic wspólnego z tym, co miał robić według umowy. Kilka minut przed zakończeniem ciężkiego dnia pracy został wezwany do gabinetu Elizy, gdzie mieli podpisać umowę.
— Jak pierwszy dzień w pracy? — zapytała, wyglądając równie elegancko jak poprzedniego dnia.
Beznadzieja. Twoi pracownicy to dupki i sztywniaki.
— W porządku.
— Wpadniesz w rytm po kilku dniach. Tak jak się umawialiśmy, na razie umowa na okres próbny.
Podała mu papiery do podpisania. Wynagrodzenie przewyższało jego najśmielsze oczekiwania. Umowa została zawarta na dwa miesiące.
— Mam nadzieję, że nasza współpraca będzie bardzo owocna — powiedziała Eliza z kokieteryjnym uśmiechem.
Powoli wpadasz w jej szpony, Furia.

Pierwszy tydzień pracy wymęczył go psychicznie. Zrozumiał słowa Wilsona, że nowi traktowani są jak niewolnicy. Emma rzeczywiście okazała się zołzą i Harry z Wilsonem, z którym nawiązał nić porozumienia, nazywali ją Żmiją. Okazało się, że nadgodziny są tutaj normalną sprawą i chociaż zarabiał sporo, jak na nowego pracownika, to stanowczo wolał pracę aurora.
Gdy pokazał Evelyn umowę, dziewczyna była zdumiona sumą widniejącą na dokumencie. W trakcie gdy Harry i Silver byli w pracy, Gabrielem zajmowała się Rebecca. Furia nie mówił swojej żonie o atmosferze panującej w pracy, żeby dodatkowo się nie zamartwiała. Miał nadzieję, że niedługo wpadnie w rytm i się do tego przyzwyczai. Nie mówił jej także o tym, że szefowa ostrzy na niego pazury i to raczej z tego powodu tyle zarabia.
Wraz z nadejściem drugiego tygodnia i spędzaniem kolejnych godzin z najbardziej uciążliwymi osobami jakie miał nieszczęście spotkać, zrozumiał prawo tej dżungli. Nadal drzemały w nim instynkty kapitana siódemek i widząc niezorganizowanie tej grupy, miał ochotę wydać im rozkaz, żeby się przymknęli i przestali wrzeszczeć jak nienormalni. W biurze non stop panował hałas, więc skupienie się graniczyło z cudem.
— Potter, przynieś kawę — warknęła Emma.
Miarka się przebrała.
— Sama sobie przynieś.
Zapadła cisza. Wilson spojrzał na niego rozszerzonymi oczami.
— Coś ty powiedział?— syknęła.
— To, co słyszałaś — odparł spokojnie, patrząc jej prosto w oczy. — Moja umowa nie obejmuje usługiwania tobie, bo ciężko ci podnieść dupę z krzesła.
Wilson spojrzał na niego, jakby zaraz miał umrzeć. Atmosfera zagęściła się jeszcze bardziej. Emma zmrużyła gniewnie oczy i Furia zdziwił się, że z jej nosa nie bucha dym.
— Chyba nie chcesz tutaj za długo popracować, gówniarzu — warknęła, podnosząc się z krzesła. — Jestem od ciebie bardziej doświadczona w przewodnictwie, więc nie podskakuj!
Furia prychnął szyderczo.
— Ile czasu jesteś przewodniczącą grupy? Miesiąc? Dwa?
— Trzy — warknęła.
Harry podniósł się z krzesła i oparł dłońmi o biurko, nie spuszczając z niej wzroku wśród napiętej ciszy.
— Cztery lata pracowałem w wojsku jako kapitan, więc nie pie*dol mi, że jesteś doświadczona w przewodnictwie. — Wilson otworzył usta z zaskoczenia, a Emma wyglądała na poruszoną. — Jeśli sądzisz, że jesteś dobrym kapitanem, to wyprowadzę cię z błędu. Nie szanujesz swoich podwładnych, więc nikt z tego pomieszczenia nie szanuje ciebie, co jest podstawą w przewodnictwie. Mało argumentów? Jak myślisz, dlaczego panuje tutaj taki rozgardiasz, jeden drze się przez drugiego i nie możecie zdążyć z projektami na czas? Bo nie potrafisz rozdzielić obowiązków i utrzymać dyscypliny. Każdy robi wszystko w stresie, obawiając się, że zmieszasz go z błotem przy całej grupie, w efekcie czego praca jest mało wydajna. Jeśli masz problemy ze sobą, to odstaw je na bok na czas pracy i, do ku*wy nędzy, zacznij traktować swoich podwładnych jak równych sobie, a nie jak szmaty do wycierania brudnej podłogi. A jak chcesz pier*olonej kawy, to sobie ją sama zrób i przy okazji spytaj, czy ktoś również jej nie chce — zakończył z mocą, usiadł z powrotem na miejsce i wrócił do swojej pracy wśród wlepionych w siebie zszokowanych spojrzeń.
— Emmo, proszę cię do mojego gabinetu — rozległ się głos Elizy, której przyjścia nikt nie zauważył.
Szatynka zesztywniała z zaczerwienioną twarzą i zaciśniętymi pięściami. Harry zerknął tylko na Elizę, która skinęła mu głową z uśmieszkiem. Obie wyszły, ale w gabinecie nadal panowała cisza.
— Stary, to było jak rzucenie się pod rozpędzony pociąg, który zatrzymał się tuż przed twoim nosem — rzekł Wilson.
— Nikt nigdy nie miał tyle jaj, żeby jej to wszystko wygarnąć prosto w twarz — powiedziała starsza blondynka, którą kojarzył pod imieniem Maria.
— Źle trafiła — odpowiedział spokojnie.
Wilson zarechotał.
— Serio pracowałeś w wojsku? — zainteresował się, a Harry skinął głową, wiedząc, że to trochę nagięcie faktów, ale aurorzy byli traktowani jak żołnierze lub policjanci, w zależności od wykonywanych misji.
— To ile ty masz lat? — zawahała się brunetka o imieniu Amy.
— Dwadzieścia cztery.
— I cztery lata byłeś kapitanem? W wieku dwudziestu lat? — zdumiał się rudzielec o imieniu Matt.
— Byliśmy młodym dywizjonem — odpowiedział zgodnie z prawdą.
— Dlaczego odszedłeś?
— Problemy zdrowotne.
Po powrocie Emma rzuciła Harry’emu tylko rozwścieczone spojrzenie i wróciła do swojej pracy w ciszy. Nikt nie chciał jej się narażać, więc zrobili to samo. Furia z ulgą powitał ciszę, w której wreszcie przestała go boleć głowa.

Okazało się, że Emma dostała ostrzeżenie od Elizy. Kolejna skarga na jej zachowanie mogła skończyć się dyscyplinarnym zwolnieniem, więc hamowała swoje rozkazy i powarkiwania. Harry’ego traktowała jak powietrze, od czasu do czasu mówiąc mu jedynie, co ma zrobić. Rzucała mu przy tym takie spojrzenie, którego nie powstydziłby się bazyliszek. Grupa wreszcie zaczęła ze sobą w miarę współpracować, a Furia nie chodził już do pracy tak spięty. Zaczęto nawet jego małe sugestie brać pod uwagę przy realizowaniu projektów, więc powoli wprowadzali go w tajniki pracy. Daleko im jeszcze było do relacji, jakie panowały w siódmym dywizjonie, ale zawsze był to chociaż mały krok do przodu. Wychodziło na to, że Furia każdemu wszedł trochę na ambicję.
Po jego przemówieniu do Emmy, Eliza zaczęła jeszcze otwarciej go kokietować. Do gabinetu wzywała go stanowczo za często, a on nie wiedział, co ma robić, żeby nie stracić pracy i jednocześnie dać jej znać, że nie jest nią zainteresowany. Nie był to zawód jego marzeń, ale dobre zarobki były mu bardzo potrzebne. Nie miał szans na znalezienie innej pracy z takim wynagrodzeniem bez wykształcenia mugolskiego, więc wolał trzymać się tego, co miał.
Kolejne wezwanie do gabinetu nie wywołało w nim zaskoczenia. Okazało się, że Eliza chciała zabrać go na rozmowę z inwestorem. Próbował przekonać ją, że bardziej doświadczone osoby bardziej pomogą jej na spotkaniu, ale oznajmiła, że takie spotkanie wprowadzi go w tajniki pracy dekoratorów wnętrz, więc nie miał wyjścia.
Kilka dni później wzięła go ze sobą na umówione spotkanie, na które dostali się jej luksusowym samochodem. W eleganckiej restauracji byli jako pierwsi. W czasie oczekiwania kobieta znowu go kokietowała i odrzucanie jej zalotów stało się jeszcze bardziej uciążliwe. Przyjście inwestorów powitał z ulgą. Spotkanie okazało się niezwykle nudne i o wiele bardziej wolałby siedzieć w biurze. Po rozmowie został wysłany do domu. Eliza chciała odwieźć go na miejsce, ale poprosił tylko o podwiezienie do centrum Londynu. Przez Dziurawy Kocioł dostał się do domu, gdzie padł na kanapę. Jeśli szefowa nie przestanie mnie podrywać, to chyba zmienię pracę – pomyślał z niechęcią. Zaczął się zastanawiać, czy nie lepiej zarabiać mniej, ale mieć czyste sumienie przed Silver, która o jego pracy na pewno nie wiedziała wszystkiego.

**************************

Kinina, jakieś miniaturki na DO zapewne jeszcze się pojawią. Pomysł z Harrym z trzech opowiadań nadal świta mi w głowie, ale nie mam jeszcze opracowanej całej fabuły tej miniaturki, więc na razie się do tego nie biorę ;) W tym momencie mam pomysł na dwie miniaturki na DO i zakończenie tego opowiadania, więc na tym się skupiam.
Alessandra Dus, te wszystkie komplikacje w życiu Harry'ego mają jakiś cel, nie piszę tego tylko po to, żeby opowiadanie było dłuższe ;) W związku z całością po prostu musi być wpakowany w problemy, bo inaczej zakończenie byłoby zupełnie bez sensu.
Priori Incantatem, uwielbiam Alano. To taka pozytywna postać w tym opowiadaniu. Sama lubię takie osoby :D Dziękuję za miły komentarz :)
Angie, sytuacja z animagią była wyjaśniona przez Jaspera w 39 rozdziale. Gdybym trzymała się ściśle całej fabuły, to opowiadanie nie miałby sensu. Pisząc opowiadanie na podstawie książki czasami trzeba trochę naciągać, nie ma innej opcji. Odnośnie tytułu opowiadania... Napisałam pod którąś notką, że tytułowy wątek kompletnie zawaliłam i zdaję sobie z tego sprawę, ale muszę doprowadzić wszystko do końca, tak jak sobie zaplanowałam. Co do problemów Harry'ego, odpowiedź jest przy odpowiedzi do Alessandry. Dziękuję za szczery komentarz :)
Claudina, hah, ja też kupiłam bilet już w pierwszy dzień sprzedaży :D Mam GC i prawdopodobnie również jadę sama, więc możemy się spotkać :D Na miejscu mam plan spotkać się z dziewczynami z twittera, więc byłybyśmy w grupce :) Jakby co to napisz do mnie na maila i jakoś się zgadamy :) Jest podany w zakładce "Dla pierwszorocznych".

Wczoraj mi odbiło i postanowiłam sprawdzić wszystkie rozdziały DO i DC, bo ilość błędów bije mnie po oczach. Trochę będzie z tym roboty, ale widzę, że sporo osób czyta tamto opowiadanie, więc mam wyrzuty sumienia, że czytają opowiadanie z tyloma błędami xD Jeszcze irytował mnie wygląd, więc wstawiłam nowy szablon, podobny do tego z BM.
Chyba uda mi się wybrnąć z tytułowego wątku. Wymyśliłam, jak mogę to wszystko rozwiązać, więc odetchnęłam ;D
Życzę Wam wesołych świąt! ;*