„…I'm broken and I'm bruised. I'm beaten black and blue.
Split at the seams but so are you.
If you take me as I am, better and bland
I'd face the headlights, side by side with you…”
[Young Guns – Headlights]
Odnosił wrażenie, że z
każdym dniem tortury są coraz okrutniejsze. Śmierciożercy sprawdzali jego
wytrzymałość i czekali, aż się złamie, błagając ich o litość i śmierć. W głębi
świadomości wiedział, że to oszczędziłoby mu wielu brutalnych katuszy. Istniała
szansa, że zabiliby go zaklęciem uśmiercającym, chociaż bardzo w to wątpił. Ale
miał Silver, która na niego liczyła. Pewnie zostałaby zamordowana zaraz po nim,
jednak nie mógł jej tego zrobić. Dziewczyna musiała żyć. Powtarzał sobie i jej,
że ktoś ich stąd wyciągnie, ale coraz mniej w to wierzył.
Przez te kilka dni
nauczył się cierpieć w ciszy, choć ciało wyło żałośnie z bólu. Czasami nie był
w stanie powstrzymać jęku, ale zwykle zaciskał zęby i oczy, by stłumić dźwięki
pragnące wydostać się z jego gardła. W myślach błagał o ratunek w postaci
utraty przytomności. Często pytali go, czy ma już dość, sugerowali litość za
jego prośbę, starali się go poniżyć i upokorzyć. Odpowiadał zachrypniętym
szeptem kilka niemiłych słów, powtarzając, że mogą sobie wsadzić gdzieś te
swoje sugestie. Zwykle wyprowadzał ich wtedy z równowagi i doprowadzali go na
skraj świadomości. Był dumny z Silver, że się nie złamała, choć wielokrotnie
jej grozili, torturowali lub mścili się na Harrym za jej słowa. Cierpiał, gdy
widział, jak się na niej wyżywają, ale zachowanie godności stało się dla nich
rzeczą nadrzędną.
Patrząc w sufit sali
tortur, myślał o Syriuszu, Dixonie, Carmen, Remusie, Tonks, swoich ślizgońskich
przyjaciołach, dywizjonie. Jak zareagowali na widok zdemolowanego mieszkania i
porwania? Czy oskarżenia padły na Blake, Dracona, Teodora i Toby’ego? Sąsiedzi
pewnie ich widzieli i zeznali to przed aurorami. Zamknął oczy, gdy wbito mu
czubek noża obok pępka i zaczęto kreślić jakieś dziwne wzory, najeżdżając na
poprzednie rany i rozrywając je jeszcze bardziej. Bolało, ale przechodził
gorsze katusze przez ostatnie dni.
Przykuli go do tego przeklętego stołu i bezlitośnie się nad nim pastwili.
Co zrobią jego
najbliżsi, jeśli nie przeżyje? Przywódca śmiał się, że jego zwłoki porzucą
przed drzwiami Syriusza i mówił to całkowicie poważnie. Nie chciał tego. Jego
poturbowane ciało mógł zobaczyć Dixon, a to byłaby za duża trauma dla małego
dziecka.
Pod powiekami pojawiły
się łzy, gdy rozdarto mu skórę na piersi, jednak nie były to łzy bólu.
Przynajmniej nie fizycznego. Bardziej bolała go myśl, że może zginąć w takich
męczarniach. Zawsze wyobrażał sobie, że umrze z honorem. Najpierw stojąc twarzą
w twarz z Voldemortem, gdy przegra pojedynek. Jednak udało mu się wygrać. Wtedy
pomyślał o śmierci w dość podeszłym wieku lub na polu bitwy jako auror. Nigdy
nie sądził, że zginie przykuty łańcuchami jak więzień przed chorymi psychicznie
sadystami wbijającymi mu nóż w ciało, na skraju świadomości, błagając w myślach
o ostateczny cios.
Torturę przerwano, ale
natychmiast zmieniono ją na coś gorszego. Kajdany podłączono pod napięcie.
Strumienie prądu przepływały przez jego ciało. Czuł, jak z jego nosa bucha
krew, gdy naczynia krwionośne nie wytrzymały tak wielkiego wyczerpania
organizmu. Nagle wszystko ustało, kiedy usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Wiedział,
że to ktoś nowy do torturowania go, ale jakoś mało go to obeszło. Każdy z nich
był szują i zadawał mu tyle samo bólu co poprzednik. Przez jego umysł
przepływały strzępy rozmów, jednak nie mógł się odpowiednio skupić na głosach.
Uchylił powieki i przechylił lekko głowę, by odnaleźć wzrokiem Silver. Patrzyła
na niego bez emocji, ale gdy napotkała jego wzrok, uniosła lekko kąciki ust,
aby dodać mu siły. Była taka silna w trakcie tego piekła. Nawet gwałcąc ją, nie
złamali jej. Wiedział, że to cały czas siedzi w jej psychice, ale teraz się nie
poddawała. Nie na oczach tych szumowin.
Furia nie miał pojęcia,
ile czasu minęło, kiedy przywódca podszedł do Evelyn, która wbiła w niego
twardy wzrok. Patrzyła w oczy swojego gwałciciela bez grama strachu, mimo poturbowanego
ciała i psychiki.
— Jak się bawisz, mała?
— zapytał szyderczo. — Chcesz więcej krwi czy masz dość?
— Pie*dol się —
szepnęła twardo i splunęła mu w twarz.
Harry nie mógł się
powstrzymać przed uniesieniem delikatnie kącika ust. Był z niej cholernie
dumny, chociaż niewyobrażalnie się o nią bał.
— Pożałujesz, mała
dzi*ko — syknął mężczyzna i podszedł do Furii. Chłopak spojrzał na niego z
czystą nienawiścią w oczach. — No jak, Potter? Masz dość i jesteś gotowy błagać
o litość czy jeszcze ci mało?
— Widocznie nie wiesz,
co oznacza słowo godność — wychrypiał
cicho.
— Skąd ty możesz o tym
wiedzieć? — roześmiał się.
— Gdybyś wiedział, to
nie zachowywałbyś się jak posłuszna szmata przed Voldemortem.
Wściekłość pojawiła się
w oczach śmierciożercy, na co auror uśmiechnął się z kpiną. Nie złamią.
— Ktoś tu za dużo mówi
— warknął mężczyzna.
— Może czas odciąć mu
język? — zasugerował ktoś z drugiego końca sali.
— Myślę, że coś innego
będzie idealnym rozwiązaniem — odparł z szyderczym uśmiechem, patrząc Harry’emu
w oczy, po czym podszedł do półki z eliksirami, by po chwili wrócić z fiolką. —
Eliksir wypalający. Domyślacie się, co potrafi zrobić, gdy wleje się go do
gardła? — Furia powstrzymał się przed przełknięciem głośno śliny. Tak, mógł się
domyślić, co stanie się z jego gardłem. — Cóż, nie chcemy wypalić mu całego
przełyku, bo to go zabije, a tego na razie nie chcemy, prawda? — ciągnął
przywódca. — Ale kilka kropel w zupełności wystarczy.
Kiwnął głową w stronę
jednego ze śmierciożerców, który podszedł do stołu i siłą odchylił głowę Harry’ego
w tył i zatkał mu nos. I pomyśleć, że
robię czasami to samo przestępcom, którzy nie chcą wypić Eliksiru Prawdy –
pomyślał Furia, zanim wlano mu do ust kilka kropel mikstury i zatkano usta.
Musiał przełknąć. Setki
noży zaczęło rozcinać mu gardło od wewnątrz. Czuł, że cały się trzęsie, słyszał
śmiech śmierciożerców, pod zaciśniętymi powiekami pojawiły się łzy, jednak nie
krzyknął, bo podświadomie wiedział, że to będzie bolało jeszcze bardziej.
Dodatkowo ponownie podłączyli kajdany pod napięcie. Jego organizm tego nie
wytrzymał. Kolejny strumień krwi buchnął z jego nosa i poranionego gardła.
Liczył na to, że zemdleje, żeby skończyło się jego cierpienie. Gdyby pod
napięciem był choć kilka sekund dłużej, to pewnie straciłby przytomność, ale
zdążyli to przerwać. Nadal czuł, jak gardło rozrywało się od środka. Wiedział,
że nie będzie w stanie mówić, chociaż w umyśle powtarzał sobie, że go nie
złamią. Nie po tylu torturach, które przeżył w milczeniu.
— Może nowy
zademonstruje swoje umiejętności? — zaproponował nagle przywódca. — Doprowadź
go do wrzasku to będzie zdychał w niewyobrażalnym bólu.
Harry słyszał, jak ktoś
znowu do niego podchodzi, ale się tym nie przejął, patrząc bezbarwnym wzrokiem
w sufit. Stanął przy nim. Czuł na sobie jego przeszywające spojrzenie.
— Furia. — Cichy szept,
który ledwo usłyszał przez śmiechy śmierciożerców i zamroczony bólem umysł.
Znajomy głos
niewypełniony nienawiścią i satysfakcją, ale przerażeniem. Spojrzał w oczy tego
człowieka. Znane mu spojrzenie, mimo innej barwy tęczówek. Usta Harry’ego lekko
drgnęły.
— Wiedziałem —
powiedział bezgłośnie, a spojrzenie nowo przybyłego zrobiło się cieplejsze,
choć szybko zmieniło się ponownie w przerażenie.
— Muszę. Przepraszam —
szepnął, a Furia zamknął oczy i ledwo dostrzegalnie kiwnął głową.
— Co tak długo? —
Śmierciożercy zaczęli się niecierpliwić.
— Myślę, co będzie
najlepsze — odparł, a oni roześmiali się.
Furia poczuł ból, ale w
porównaniu z poprzednimi torturami to było jak ukłucie igłą. Jego ciało
mimowolnie zaczęło drżeć. Nie zemdlał. To Isaac pozbawił go przytomności.
Nic nie mógł poradzić
na to, że jego serce biło jak szalone. Denerwował się, bo wiedział, że
podejmuje wielkie ryzyko i od niego zależy życie Harry’ego i Evelyn. Czekał na
Nokturnie na śmierciożercę, który miał przekazać mu wejściówkę do kwatery
popleczników Voldemorta. Mężczyzna zjawił się niespodziewanie i bez słowa
chwycił go za ramię, by się deportować. Wylądowali przed zwykłym domem na
uboczu jakiejś wioski. Nikt by nie pomyślał, że w takim miejscu egzystują
poplecznicy Czarnego Pana i torturują ludzi. Facet podał mu wejściówkę w
postaci okrągłego medalionu z czaszką w środku. Gdy tylko dotknął przedmiotu,
jego oczom ukazała się piętrowa willa w kolorze czerni. Gdyby nie sytuacja,
Isaac zapewne zachwycałby się tym budynkiem, ale od teraz musiał obserwować
wszystko i wszystkich, aby opracować strategię. Śmierciożerca poprowadził go do
mahoniowych drzwi. Znaleźli się w pustym i lekko przybrudzonym korytarzu, jakby
nikt nie kwapił się, żeby tutaj posprzątać. Skręcili w drzwi po prawej,
dostając się do przytłaczającej jadalni. Z tego pomieszczenia przeszli do
kolejnego i jeszcze kolejnego. Wreszcie zeszli do lochów. Minęli wiele par
drzwi, aż facet otworzył jedne z nich. Pierwsze, co wdarło się do jego uszu, to
śmiechy i dźwięk aktywnego napięcia elektrycznego. Weszli do środka, a coś
ciężkiego opadło na dno żołądka Isaaca.
Krew. Mnóstwo krwi na
ścianach i podłodze. Z sufitu zwisały łańcuchy, ale stół tortur przykuł jego
uwagę. Ledwo poznał leżącą na stole osobę przykutą kajdanami. Choć prąd już nie
dopływał do Furii, on nadal cały drżał. Z nosa obficie płynęła krew, klatka
piersiowa i brzuch wyglądały jak miazga, a ze spodni pozostały zakrwawione
strzępy. Bezbarwny wzrok wbijał w jedno miejsce, a Isaac dostrzegł Evelyn
przykutą do ściany. Patrzyła na chłopaka z lekkim uśmiechem, dodając mu tym
sił. Była w kiepskim stanie fizycznym, ale nie wyglądała tak źle jak Harry.
Mimo to jej twarz była twarda i nie ugięła się, gdy jakiś brunet, wyglądający
na przywódcę, podszedł do niej. Kilka dni przeżywała tortury, ale wyraziła
pogardę, plując mu w twarz. Furia także nie dał się złamać, rozwścieczając
mężczyznę. Gdy ten oznajmił, że podadzą chłopakowi eliksir wypalający, żołądek
Isaaca wywrócił się do góry nogami. Mężczyzna obok niego roześmiał się, a
blondyn rozpoznał w nim faceta, którego spotkał wczorajszego dnia w pubie.
— Mogę się założyć, że
tego nie wytrzyma — stwierdził.
— Długo go już dzisiaj
torturujecie? — zapytał swobodnie Isaac, choć miał ochotę zwymiotować.
— Jakieś pięć godzin —
wyszczerzył się. — Jak tak dalej pójdzie, pobije swój rekord. Ostatnio padł po
sześciu godzinach. Już brakuje nam pomysłów, co mu robić.
Wy
skur*iele – stwierdził blondyn słabo w myślach, patrząc, jak
zmuszają Furię do wypicia mikstury. Twarz chłopaka wygięła się w grymasie
cierpienia, ale nawet nie jęknął.
— Podłączcie go pod
napięcie — rzekł brunet z uśmiechem satysfakcji.
Pier*olony
sadysta. Isaac wiedział, że długo nie wytrzyma tego widoku.
Na bitwach widział wiele krwi, bólu i śmierci, ale to, na co patrzył teraz,
było o stokroć gorsze. Strumienie czerwonej posoki buchnęły z nosa i ust Furii.
Chłopak musiał być na skraju wycieńczenia.
— Może nowy
zademonstruje swoje umiejętności. — Nie,
Merlinie, błagam, tylko nie to. — Doprowadź go do wrzasku to będzie zdychał
w niewyobrażalnym bólu.
Szmata.
Zrobię wręcz przeciwnie. Podszedł do stołu. Furia patrzył w
sufit wzrokiem bez emocji, gotowy na kolejne tortury.
— Furia — szepnął, gdy
za nim podniosły się głosy.
Zielone tęczówki przeniosły
się na niego. Isaac nigdy nie widział oczu wypełnionych tak wielką ilością
bólu. Wyssali z niego całe życie jak dementorzy, jednak nie zdołali go złamać.
Blondyn zawsze szanował Harry’ego, ale teraz widział na własne oczy, jak bardzo
na ten szacunek zasługuje. Niewiele osób byłoby w stanie wytrzymać tyle
cierpienia bez błagania o litość. Dostrzegł, jak usta Furii lekko drgnęły,
jakby chciał się uśmiechnąć.
— Wiedziałem — wyczytał
Issac z jego ust.
Poczuł się lepiej,
widząc, że Harry cały czas pokładał w nich nadzieję. Chyba by sobie nie
wybaczył, gdyby teraz wszystko zawalił. Miał możliwość wyciągnąć go z tego
piekła i miał zamiar zrobić wszystko, żeby to się udało. A teraz… chciał
zaoszczędzić mu kolejnego cierpienia.
— Muszę. Przepraszam —
szepnął, a Furia przyjął to ze spokojem.
Śmierciożercy zaczęli
go poganiać, więc wymyślił wymówkę i rzucił na chłopaka zaklęcie Drgawek.
Musiał zrobić cokolwiek, żeby czarnoksiężnicy sądzili, że to jakieś zaklęcie
torturujące od wewnątrz. Isaac wiedział, że mimo to sprawia brunetowi ból, gdyż
odczuwał każdą zadawaną mu wcześniej ranę, ale nie miał innej możliwości.
Niedostrzegalnie oszołomił Harry’ego, a on opadł bezwładnie na stół. Blondyn
odszedł od niego.
— Nawet nie zdążyłem
zacząć, a zabawa już się skończyła — podsumował z niesmakiem.
Kilkoro śmierciożerców
zaśmiało się szyderczo.
— Spokojnie, jutro też
jest dzień — odparł przywódca. — Chociaż jest jeszcze jego suka.
Myśl,
Isaac, myśl! Skrzywił się lekko.
— To już nie to samo —
podsumował, żeby zyskać na czasie. — Nie ma tej satysfakcji.
— Co racja, to racja —
rzekł ktoś ze śmierciożerców.
— Crabbe, Goyle, weźcie
ich do celi — zarządził przywódca, a Isaac niemal głośno odetchnął.
Czas
na opracowanie planu działania. Postanowił złapać
lepszy kontakt ze śmierciożercą, który go tutaj wprowadził. Miał nadzieję
wyciągnąć z niego jak najwięcej informacji.
— Niezły dom. Aurorzy
go nie znaleźli? — zagadnął, kątem oka dostrzegając, jak Goyle ciągnie
nieprzytomnego Harry’ego w stronę drzwi, a Evelyn, popychana przez Crabbe’a i
odprowadzana szyderczymi śmiechami, wychodzi zaraz za nimi lekko chwiejnym
krokiem.
— Jest dobrze
zabezpieczony — odparł mężczyzna. — Jeśli nie mają wejściówek, w życiu tutaj
nie wejdą.
— Ktoś się musiał
nieźle nad tym napracować.
— Żebyś wiedział. Za
czasów Czarnego Pana działały na Mroczny Znak, ale po jego śmierci — skrzywił
się — nałożono zaklęcia, bo przestały działać. Krew właściciela to podstawa.
Zresztą, Potter także zabezpieczył tak swoje mieszkanie, dlatego trochę
musieliśmy się nagłówkować, żeby się tam dostać. Do tej pory nie mogę się
nadziwić, że zdradziliśmy się przed nim tylko takim szczegółem, jakim jest
kawa. Sukinkot dostrzegł taki drobiazg.
— Kawa? — zdziwił się.
— Okazało się, że Nott
nie lubi kawy, a sobie ją zażyczyłem, rozumiesz to? — parsknął. — Gdyby nie to,
wszystko pewnie poszłoby bez problemów z walką.
Isaac pokiwał głową ze
zrozumieniem.
— Nadal nie wiem, kto
ma tak świetny gust — zagadnął ponownie, a facet wyszczerzył się.
— Dzięki za komplement.
— To twój?
— Spadek po ciotce.
Wychodziła za mąż osiem razy, więc sporo zarobiła.
Wygadany.
Wystarczy pociągnąć go za język albo coś zasugerować i powie wszystko, ale nie
jest tak głupi, żeby oddać swoją krew do stworzenia dodatkowych wejściówek.
Chyba że nie zrobi tego dobrowolnie.
— Napiłbym się czegoś
mocniejszego w dobrym towarzystwie — stwierdził, a mężczyzna wyszczerzył się w
odpowiedzi.
— Myślę, że znam niezłą
knajpkę na Nokturnie. I ty chyba też…
Upicie śmierciożercy do
takiego stanu, żeby zaczął pleść głupoty, było niesamowitym wyczynem, ale z
eliksirem trzeźwiącym poradził sobie znakomicie. Wiedział już o wszystkich
zabezpieczeniach domu, jednak zdobycie krwi wymagało większej kreatywności.
Facet stwierdził, że już jest mocno pijany i postanowił wracać. Isaac
zrealizował pierwszy pomysł, jaki wpadł mu do głowy. Rzucił zaklęcie Confundus
na jakiegoś nietrzeźwego klienta, organizując sytuację tak, że jeden wpadł na
drugiego. Zaczęli się sprzeczać, a następnie doszło do bójki. Kiedy mordobicie
się zakończyło, z nosa zwolennika Voldemorta leciała krew. Isaac stwierdził, że
Rick, śmierciożerca, z którym wybrał się na Nokturn, jest zbyt pijany, żeby
poprawnie rzucić zaklęcie, więc sam naprawił mu nos i wyczyścił go z krwi.
Mężczyzna nie zauważył, że w rzeczywistości przelewa się ona do wyczyszczonej
wcześniej przez Isaaca szklanki. Klnąc na pijaka, Rick wreszcie pożegnał się i
wrócił do siebie. Auror niemal natychmiast deportował się do Ministerstwa
Magii, gdzie czekał na niego siódmy dywizjon.
Gdy wszedł do środka,
Navid spał z nogami na biurku, a Mickey opierał głowę na dłoni z zamkniętymi
oczami. Dopiero w gabinecie pozwolił sobie na wybuch:
— Pie*doleni sadyści!
Wszyscy od razu się
przebudzili.
— Byłeś w środku? —
zapytał Alano.
— Byłem. — Odetchnął
głośniej, żeby uspokoić nerwy. — Miałem nawet okazję uczestniczyć w ich
zabawie.
Madison zamknęła oczy.
— W jakim są stanie? —
spytała cicho.
— Silver wygląda dość
dobrze, ale Furia… — Pokręcił głową. — Ledwo go poznałem. A psychicznie…
wygląda na to, że mają wolę przetrwania i się nie złamali. Furia nawet mnie
rozpoznał.
— Rozmawialiście? —
uniósł się Stan.
— Jeśli można nazwać
cztery słowa rozmową… Wypalili mu gardło eliksirem — wymamrotał.
— Merlinie — jęknęła
Madison słabo.
— Mam informacje o
zabezpieczeniach domu. Użyli magii krwi i bez wejściówki nikt nie wejdzie. Nie
ma żadnej szansy.
— Czyli nie wejdziemy…
Isaac postawił na
biurku Jaspera szklankę z krwią.
— Wejdziemy. To krew
właściciela. Musimy tylko stworzyć wejściówki i wszystko odpowiednio rozegrać.
Kształt wejściówki nie ma znaczenia. Ważne, żeby był to metal.
— Ile mamy czasu? —
zapytał Jason.
— Nie mamy. Chcieli,
żebym wykazał się umiejętnościami torturowania. Udało mi się tego uniknąć tylko
dlatego, że Furia był na skraju przytomności, więc mogłem go uśpić i nikt się
nie zorientował, bo myśleli, że zemdlał. Jutro mi tego nie popuszczą.
Rozejrzał się po nich.
— Więc noc spędzamy w
biurze — oznajmił Stan. — Co to za zabezpieczenia?
Siódemki czekały na
znak od Isaaca. Całą noc przesiedzieli nad tworzeniem strategii i wejściówek.
Każdy z nich wypił eliksir regenerujący, żeby w trakcie akcji być w formie.
Wszyscy trzymali w kieszeniach wejściówki, a na biurku leżał świstoklik, który
miał ich przenieść w bezpieczne miejsce niedaleko kwatery śmierciożerców. Obok
świstoklika znajdował się alarm mający ich powiadomić o rozpoczęciu całej
akcji.
Czekając, czuli się
zdenerwowani i niecierpliwi. Wszystko było idealnie rozplanowane, jedynie Isaac
musiał znaleźć odpowiedni moment do rozpoczęcia ataku. W środku miało być jak
najwięcej śmierciożerców uczestniczących w torturowaniu Harry’ego i Evelyn, a
porwani mieli zostać zabezpieczeni przed przypadkowymi zaklęciami. Akcja miała
być szybka. Planowali w pierwszym ataku powalić co najmniej połowę
śmierciożerców z około piętnastu, którzy zwykle znajdowali się w sali tortur.
Dokładnie rozrysowany plan dojścia do tego pomieszczenia znajdował się na
pergaminie. Nie przewidywali spotkania po drodze jakiegoś przeciwnika mogącego
podnieść alarm. Najbardziej obawiali się, że pominęli jakieś zabezpieczenie, o którym
nie wspomniał Rick.
Pukanie do drzwi
wyrwało ich z zamyślenia. Pojawienie się bladego Syriusza wraz z Erikiem
Shirleyem trochę wybiło ich z rytmu. Przywitali się. Dywizjon kojarzył Erica z
przesłuchania w dniu ataku na dom Harry’ego.
— Czy już coś wiadomo?
— powiedział ojciec Evelyn, a oni dostrzegli ciemne cienie pod jego oczami.
Stan i Jason zerknęli
na siebie.
— Powiedzcie, jaka jest
szansa, że ich znajdziecie — dodał Łapa, najwyraźniej przygotowany na
najgorsze.
— To nie jest
odpowiedni moment… — zaczął Mickey.
— Musimy wiedzieć —
powtórzył Eric. — Ludzie, zrozumcie, że to moja córka!
Stan przez chwilę
milczał. Jako kapitan akcji podejmował między innymi takie decyzje.
— Jest szansa —
przyznał. — I zaraz ją wykorzystamy.
— Co masz na myśli? —
zapytał Syriusz.
— Być może jeszcze
dzisiaj zdołamy ich odbić.
— Wiecie co się z nimi
dzieje? — dopytywał Eric z nadzieją.
— Wiemy. A teraz
naprawdę nie możecie tutaj być.
— Przeniesiecie ich od
razu do Munga?
— Jeśli nam się uda, na
pewno. A teraz…
Łapa pokiwał głową i
mimo oporów Erica, wyciągnął go z gabinetu, mówiąc, że będą czekać w szpitalu.
Czekali kolejne minuty,
niecierpliwiąc się coraz bardziej i upewniając się co do planu. Wiedzieli, że
od tej akcji zależy życie ich kapitana i jego dziewczyny. Furia w nich wierzył.
Nie mogli go zawieść przez mały błąd. Tony uczył ich, jak postępować w trudnych
okolicznościach. Harry jako kapitan wpoił im, by byli pewni swoich decyzji i
powtarzał, że czasami warto zaryzykować. Nie mogli zawieść jego, Tony’ego i
samych siebie.
Milczenie przerwał
mrugający alarm. Akcja rozpoczęła się.
********************************
Frigus, tak, pamiętam, że kiedyś pisałam Ci o Jasonie, chociaż nadal nie wiem czy w tej sytuacji weźmie udział Jason czy ktoś inny xD Kiedy napiszę miniaturkę to nie mam pojęcia (i czy w ogóle napiszę to zresztą też nie wiem, bo ostatnio moje myśli non stop krążą wokół pomysłu z Syriuszem (też coś ostatnio mi odbija i zaczynam w ten pomysł wątpić)). (Więcej nawiasów nie dało się napisać xD). Isaaca też lubię, podobnie jak Alano. To takie moje ulubione postacie z dywizjonu ;)
Katie Smith, śmierciożercy szukają nowych osób do swojej grupy i widząc Mroczny Znak czują się trochę pewniej, stając się mniej ostrożnymi. Cytując Jasona: "Bez Voldemorta znak jest właściwie bezużyteczny. Nie będą się przecież w niego wpatrywali jak w cudo. Kto normalny robiłby tatuaż śmierciożerców?" ;)
Kinina, a jednak czasami potrafię zaskoczyć i nie wywinąć bohaterów z jakiejś okropnej sytuacji xD Na pierwsze PS jest odpowiedź wyżej, przy komentarzu do Anonima. A co do drugiego PS: naprawdę jest tak drastycznie? :D
Cóż, mój Sylwester był niestety do dupy, najgorszy w ostatnich latach. Mam nadzieję, że cały rok taki nie będzie.
Nową betą bloga została Anna i bardzo jej dziękuję za sprawdzenie powyższego rozdziału. Mam nadzieję, że wytrzyma ze mną do końca bloga ;D Powoli będzie także sprawdzała poprzednie, niepoprawione rozdziały :)
Za tydzień wracam do szkoły i od razu czeka mnie nawał nauki, bo mam egzaminy i prace kontrolne :c Aż mi się wszystkiego odechciewa.
Do kolejnego ;*
Podobało mi się, że juhuuuu! :D Taki tam króciutki komentarz, bo lecę przed TV na skoki ;)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam ciepło i życzę weny!
Urywasz w takich momentach, że moja irytacja sięga zenitu! :P Nie mogę się doczekać, aż przeczytam o akcji ratunkowej.
OdpowiedzUsuńGdyby Sylwester świadczył o całym roku to by oznaczało, że za dużo wypiję... A ja maturę mam! Także wierz mi na słowo, będzie okay :)
Ściskam mocno i oświadczam, iż wytrzymam do samiuteńkiego końca.
Pozdrawiam, Anna.
PS. Może jeszcze 3 tom..? :> Nie wiem, czy takie pytanie było, ale bardzo chciałam jakieś zadać :]
Moja pierwsza, bardzo adekwatna myśl 'Znowu tortury?' xD No po przepraszam, ile można męczyć biednego Harry'ego? Ale gratuluję pomysłów na tyle tortur, moje już by się pewnie dawno skończyły xD I przecież wcale nie jest drastycznie, dlaczego ja tak pomyślałam? To przecież nic, że prawie go zabili, to wcale nie takie straszne, no skądże xD
OdpowiedzUsuńCzytając zapowiedź kolejnego rozdziału przeleciało mi przez głowę, że zabiłaś Evelyn. Uznałam, że to trochę za łatwe, bo chciałam zobaczyć jak się męczy po tym, jak już wrócą do domu *o ile wrócą, ale raczej to zrobią xD*. Ale ogólnie jakoś nie było mi jej żal, dopóki nie prze czytałam końcówki rozdziału i nie zrobiło mi się żal jej ojca. Okeej, tak sobie pobredziłam bez sensu xD
No i tak na koniec - strasznie mi się podobała ta perspektywa Isaaca i to, jak próbował się wszystkiego dowiedzieć. Miła odskocznia od tej dramatyczności xD I mam nadzieję, że uda im się uratować Furię i Silver, która w sumie mogłaby się potem załamać... Ech, dobra, bo znowu się bezsensownie rozpiszę.
No i cóż, powodzenia w powrocie do szkoły, też się nie umiem ogarnąć i kompletnie mi się nic nie chce, gdzie te ferie? Pozdrawiam i weny życzę ;)
Czytając zastanawiałam się jak zakończy się rozdział. Błagałam żeby była opisana akcja ratunkowa. A tu takie zakończenie. Nie zmienia to jednak faktu że rozdział jest cudowny. Genialna dramaturgia. Czekam na następny rozdział z niecierpliwością.
OdpowiedzUsuń~Black
Wspaniałe!! <3
OdpowiedzUsuńPrzepraszam że krótko komentuję, ale musze sie uczyć na naj bliższy tydz.
Ze zniecierpliwieniem czekam na sobotę, czyli na kolejny rozdział... :**
przepraszam za błędy al pisze.z komy..
Hmmm, naprawdę fajny rozdział. Nie był jakiś wyjątkowy, ale dobrze się czytało. ;)
OdpowiedzUsuńNiestety nie mam sie do czego przyczepić, więc komentarz będzie krótki. Nareszcie ich uratują! Lubię jak Harry obrywa, no ale powoli się nudziło xD
Urzekło mnie jedno zdanie: "Blondyn zawsze szanował Harry’ego, ale teraz widział na własne oczy, jak bardzo na ten szacunek zasługuje." <333
Nie wiem, co kombinujesz z Silver, ale raczej jej nie zabijesz .. może tylko ją wcześniej uratują, ale Harry'ego zdążą wziąć na tortury? xd
W ogóle ciekawe by było, jakby akcja się nie udała .. niech Evelyn uratują, a z Harrym jeszcze coś porobią >.< Albo wreszcie by się Instynkt "włączył"! *-*
•Podłączając się do pytania, będzie tom 3? xD
•I jeszcze takie moje, kiedy można spodziewać się ostatniego rozdziału Trójkąta równobocznego? Jak Harry ucieknie to mu chyba łeb ukręcę xD
(prosiłabym o odp jak najszybciej ^^)
~Kejti :3
Emm.. Smith ;-;
UsuńJuż się o to kłóciłyśmy. Silver ma zginąć xD
Trzeciego tomu na pewno nie będzie ;)
UsuńYyy... A skąd mam wiedzieć, kiedy będzie ostatni rozdział Trójkąta? xD Przecież ja tego nie piszę :D
Jak to nie? :O
UsuńBył w świstoklikach!
*nie ogarnia* :c
A dobra, ciii tego nie było xD
UsuńHahahaha spoko xD Każdy może się pomylić xD
UsuńJej to się bardzo często zdarza xD
UsuńNo dzięki Aless xDD Ale nie róbmy spamu jak poprzednio xD
UsuńAle, ale przecież ostatnio mówiłaś, że chcesz taki spamik zrobić xD
UsuńNo to przeczytałam, tak więc komentuję szybciutko :) Zachowanie Harry'ego i Evelyn podczas tortur jest dosyć realne, myślę, że można w sobie znaleźć tyle siły, by przetrwać takie piekło. Jedynie brakuje mi krzyku. Wytłumaczenie "postanowił, że nie będzie krzyczeć" - choć nie było napisane wprost, to jednak bardzo mocno zasugerowane - jest dla mnie niewystarczające. Później, tak jak teraz, myślę, że tak: Harry może być zbyt zmęczony na krzyk, albo ma to wypalone gardło. Ale jeśli dobrze pamiętam - popraw, jeśli się mylę - to nie było wspomniane, by sobie krzyczeli. A to jest, tak mi się wydaje, wrodzony odruch organizmu. Wiem, to niewielki szczegół, ale ja często patrzę na takie rzeczy.
OdpowiedzUsuńIssac dalej jest przeze mnie lubiany, ale chyba znalazłam mankament Twoich postaci: nie ma dla nich nic charakterystycznego. Wszystkie właściwie zachowują się niemal identycznie, nie ma tak, że ten się nie lubi śmiać, ten bardzo angażuje się w pracę, tamten ma wylane na pół świata. Nie potrafię zauważyć różnicy miedzy nimi poza płcią i imionami. Może warto trochę bardziej się przy tym postarać?
Znalazłam dwa błędy. Tu literówka:
"— Myślę, że nam niezłą knajpkę na Nokturnie. I ty chyba też…", oczywiście "znam".
A także jeden błąd logiczny:
"Przywódca śmiał się, że jego zwłoki porzucą przed drzwiami Syriusza i mówił to całkowicie poważnie." Wydaje mi się, że poważnie się śmiać nie da. Zdecydowanie trzeba to zmienić.
Rozdział szybko mi się czytało i również, jak Alex Black, modliłam się w duchu, by akcja pojawiła się w tym rozdziale. No cóż, to trzeba poczekać do następnego tygodnia.
A co do zapowiedzi - gdyby Evelyn zginęła, nie ujawniłabyś nam tego. Tak mi się przynajmniej wydaje. Myślę, że albo Harry myśli, że dziewczyna zginęła, albo po prostu zabrali ją w inne miejsce. To jednak raczej luźne rozważania.
Pozdrawiam serdecznie [pisanina-frigus.blogspot.com]
Aha, i jeszcze co do Twojej odpowiedzi - NAWET MI SIĘ NIE WAŻ WĄTPIĆ W FICKA O SYRIUSZU. To jest bardzo dobry pomysł i kibicuję Ci, by udała się jego realizacja :P
UsuńPiękny rozdział <3 ( tak wiem, zaczynam tak wszystkie moje komentarze xD )
OdpowiedzUsuńJakie cudne tortury :3 Takie inne. :3
Jak zawsze nie wiem co napisać xD
Aless :3
Osz w mordę! Osz w mordę!
OdpowiedzUsuńWłaśnie niedawno nadążyłam z czytaniem bloga i jedyna reakcja, jaka wydaje mi się odpowiednia to: Osz w mordę.
Naprawdę, super zaplanowałaś to porwanie i w ogóle.
Mam nadzieję, że akcja się uda ; )
Twój blog został nominowany przeze mnie nominowany do Versatile Blogger Award! Więcej informacji i wyjaśnienie znajdziesz na moim blogu: http://juliariddlecorkavoldemorta.blogspot.com/2014/01/versatile-blogger-award.html
OdpowiedzUsuńDość nietypowa tematyka, muszę przyznać. Dopiero niedawno znalazłam tego bloga i to w sumie całkiem miła odskocznia od niedopracowanych opowiadań 8D cóż, tylko trochę ciężko się czyta przez tło tekstu (nieco za mały kontrast, można rozjaśnić o parę tonów i nie będzie tak męczyło oczu, a już powinno być dobrze). Chyba będę musiała nadrobić resztę rozdziałów, jak znajdę więcej czasu. Pozdrawiam, czekam na ciąg dalszy :)
OdpowiedzUsuńU mnie ciut lżejsza tematyka, www.theasphodelus.blogspot.com :)
ooch... po długim czasie wracam! internet w telefonie straciłam a na kompa rzdko wchodzę. jadę na wycięczkę więc wszystkie rozdziały, od tego, zapiszę w wordzie i na telefon przeniosę i będę miała co robić
OdpowiedzUsuńkocham!!!
całuski
Romilda Asteria Ellis
micmilde.blogspot.com
Uau! Odbijają ich!
OdpowiedzUsuńSzczerze mówiąc *pisząc*, tortury, które im funduszesz, wcale nie są drastyczne... może to dla tego, że nie podajesz dokładniejszego opisu ;d
Gdy napisałaś o rzuceniu klątwy z dziedziny "zabwy kośćmi" od razu poczułam dreszcze i dokładniej wiedziałam, co robią Potterkowi :d
Jedno muszę dodać...
Choć wiem, że to raczej oczywiste w takiej sytuacji i zdziwiłabym się, gdyby jej tego nie zrobiono, to mimo wszystko
NIENAWIDZĘ wątków z gwałtem kobiet! Po prostu mnie to odrzuca!
I tu jest plus dla ciebie. Nie opisałaś dokładnie stosunku :*
Za to muszę ci podziękować ^^
Jak potoczy się los gardła Harry'ego?
Czy zdołają mu pomóc w Mungu?
A jeśli nie, to jak będzie się kontaktować z innymi?
Mam pomysła, że będzie używał czegoś a la telepatia ;d
W końcu opanował kilka dziedzin magii umysłu na dość wysokim poziomie ;D
Nie wiem, skąd biorę takie pomysły XD
Ale, w każdym razie nie przedłużam ;D
Pewnie komentarz i tak już przypomina długością esej ;d
PS. Mam nadzieję, że pomimo kiepskiego sylwka, rok był udany?
(Jakby nie patrzeć, już jest 11.01.15)
Pozdrawiam,
~Cathy_Riddle
Witam,
OdpowiedzUsuńIssackowi udało się dostać, tam gdzie jest Harry i Silver, teraz już cały dywizjon opracował plan jak ich stamtąd wydostać..
Dużo weny życzę Tobie...
Pozdrawiam serdecznie Basia
Hejka,
OdpowiedzUsuńoch wspaniały rozdział, uff Issack'owi udało się dostać do miejsca w którym jest Harry i Silver... a teraz to już cały dywizjon opracował plan jak ich stamtąd wydostać...
weny życzę...
Pozdrawiam serdecznie Aga